Ona urody majestatem
Młodzieńców nie przynęca śmiałych
I nie prowadza swoim śladem
Tłumu wzdychaczy oniemiałych.
W jej kształtach nie ma nic z bogini,
Jej pierś nie wznosi się jak fala,
Nikt jej świętością swą nie czyni
I nie upada na twarz z dala.
Ale we wszystkich jej spojrzeniach,
W uśmiechu, w rysach, w każdym geście
Tyle jest życia i natchnienia
I tyle wdzięku w nich się mieści.
Ale jej głos gdzieś w duszy dźwięczy
Jak echo pięknych dni przeszłości
I serce kocha się, i męczy,
Wstydząc się prawie swej miłości.
1
Wychodze sam jeden - przede mną w step droga
Jak srebrny pas błyska w szarawej mgły chmurach;
Noc cicha - pustynia wpatruje się w Boga
O gwiazdy ze sobą już szepczą w lazurach.
2
Niebiosa tak cudnie jaśnieją śród mroku!
I ziemia zasnęła w gwiazd blasku uroczym...
Skąd ból ten w mej duszy? skąd łza ta w mym oku?
Czy czekam ja na co? ... Czy żal mi tak po czym?...
3
Niczego od życia nie czekam już zgoła -
Od żalu-m za moją przeszłością daleki...
Chcę tylko swobody i ciszy dokoła,
Zapomnieć o wszystkim i zasnąc na wieki.
4
O zasnąć na wieki - lecz nie snem mogiły...
Inakszy spoczynek mej duszy ja roję:
W samotnym mym sercu niech życia wrą siły,
Niech ciche westchnienie kołysze pierś moję...
5
Nad grobem dąb krzepki koronę nich zgina
I wietrzyk niech w jego zieleni szeleści,
A we dnie i w nocy ma jasna, jedyna
Piosenką miłości niech duszę mi pieści.
Gdy dzwon zapłacze-
Dziewczę rozpacza,
Zraszaja różaniec jej łzy.
Wbrew woli.
Wbrew woli.
Ukryta przed światem w klasztornej pomroce,
Gdzie gaśnie nadzieja, bezsenne są noce.
I moje serce
Piersi rozrywa,
I bije, bije, bije.
Los każe,
Los każe,
Bym z serca na zawsze wygonił kochanie
I dziewczę zapomniał, lecz tak sie nie stanie.
O śmierć, nieśmiertelność,
O życie, zagładę
Nie dbają dziewczyna i serce;
I serce,
I dziewczę
Ma jedno strapienie i jedna ma chęci:
Bo serce chce szczęścia, a dziewcze świat nęci.