Pocałunków rozkoszą mierzyłem
Swoją młodość szczęśliwą i błogą -
Ale szczęściem się dzisiaj zmęczyłem,
Ale dzisiaj nie kocham nikogo.
Łez goryczą przed laty mierzyłem
Swoją młodość burzliwą i srogą -
Ale wtedy kochałem, tęskniłem,
Dzisiaj zaś juz nie kocham nikogo.
Lat minionych rachunek zgubiłem...
Skrzydeł chcę, co pamiętać nie mogą:
Dać im serce swe unieść! mieć siłę
Swoją wieczność im cisnąć złowrogą!
Pamięcią żyję ze zwiędłymi marzeniami,
Zjawy minionych lat gromadzą sie przede mną
I obraz twój wśród nich jak księżyc nocą ciemną
Pomiędzy błądzącymi błyska obłokami.
Ciąży mi twoja władza potęgą tajemną:
Usmiechem twym i czarodziejskimi oczami
Mój duch jest zniewolony, skuty jak pętami,
Lecz skoro mnie nie kochasz - wszystko nadaremno.
Wiem, że nie masz we wzgardzie mego miłowania,
Lecz jakżeś chłodna, głucha na moje błagania;
Tak bożek marmurowy stoi nad zatoką:
U stóp mu fala wre, bełkocze, zda się wzdychać,
On, nieczułym swym bóstwem przejęty głęboko,
Nie słucha, choć od siebie nie chce jej odpychać.
Patrzę przez okno. Zmierzch zwolna zapada.
Już pożegnalny blask na kolumnadach,
Kominach, krzyżach, kopułach złoconych
Świeci, odbłyska w oczach zachwyconych
I rąbek chmury po zachodniej stronie
Jak fantastyczny wąż na niebie płonie,
I wiatr, przez sady przebiegając żwawy,
Lekko kołysze żdźbła zmoczonej trawy...
Oto dojrzałem kwiat w głębi ogrodu,
Jak uronioną perłę z krain Wschodu.
Na wiotkich listkach woda drży, migoce...
Kwiat główkę schylił i stoi w pomroce
Jak zapłakane dziewczę rozżalone:
Serce zranione, szczęście utracone.
Ale choć świecą łzy w jasnych oczętach,
O swej urodzie i teraz pamięta.