Nie rzucaj na lezgiński chłopcze mlody!
Tak pilno ci ojczyznę ujrzeć miłą?
Zmęczon twój koń, na górach mgły i lody,
A tu masz dach i ile chcesz swobody -
I moją miłość!...
Czyżby uniosła jedna zorza sroga
Pamięć dwóch rajskich nocy i upojeń?
Nie mam dla ciebie darów, jam uboga,
Lecz dusza w piersi dana mi od Boga
Podobna twojej.
W deszczowy dzień, okryty mokrym płaszczem,
Przybyłeś tu z bólem wyrytym w twarzy.
czy chcesz ten dzień, gdy świeci mi łaskawsze
Nad głową słońce, dla mnie juz na zawsze
Ciemnością zwarzyć?
Spójrz: od gór płynie błękitna poświata,
grożną czeredą stoją jak olbrzymy.
Promienie zorzy i krzewy - ich szata.
Wolni i dobrzy my - czemuż ulata
Twój wzrok w kraj inny?
Wierz mi, ojczyzna tam, gdzie i kochanie.
Ciebie nie spotka, gdy wrócisz w dolinę -
Sam powiedziałeś - miłych ócz błyskanie:
Bądź ze mną jeszcze dzień, pół dnia przynajmniej,
Słuchaj: godzinę!
- Nie mam ojczyzny ani druhów innych,
Krom konia i mej szabli damasceńskiej.
poznałem szczęście twych uczuc niewinnych,
lecz łzy, co płyna z twych ócz, nie powinny
Wstrzymać mnie więcej.
Odkąd przysięgi krwawe duszę pieką,
Błądzę po świecie na urągowisko.
Póki krwi wrogiej strugi nie pocieką,
Nikomu usta me kocham - nie rzekną.
Przebacz. To wszystko.


Choć bryła ziemi przywaliła
Mnie w ciemnym grobie,
To dusza moja zawsze, miła,
Będzie przy tobie.
Miłość i w grobie nie oszczędzi
Mi ślepych wzruszeń,
O tobie w kraju niepamięci
Pamiętać muszę.


Kiedy żegnała ziemskie słońce
Ma dusza niema,
Kładłem nadzieję mą w rozłące -
Rozłąki nie ma.
Ujrzałem piekno duchów czystych
I zapłakałem,
Twarzy twej w rysach promienistych
Nie rozpoznałem.

Cóż dla mnie blask nieskończoności
I szczęście raju?
Ze mna są ziemskie namiętności
W nieziemskim raju.
Tą samą ciągle śnię i roję
Myślą jedyną,
Zazdroszczę, tęsknię i łzy moje
Jak dawniej płyną.

Kiedy muśnięta obcym tchnieniem
Twarz ci zapała,
Dusza ma ruszy z posad ziemię,
Tak będzie drżała.
Gdy zasypiając westchniesz może
Cudzym imieniem,
To we mnie od tych słów rozgorze
Ogień płomieniem.

Wara innego ci miłować!
O, wara tobie!
Tyś, zaślubiona mocą słowa,
Jest ze mną w grobie.
Po cóż mi lęk twój i westchnienia
Słane do nieba?
Spokoju ani zapomnienia
Mnie nie potrzeba!