Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Samotny żagiel na przestworzu
Bieleje wśród błękitu fal.
Co wypatruje on na morzu ?
Czemu od stron swych pędzi w dal ?

Wiatr świszcze, w górę pną się fale
I skrzypią reje, maszt się gnie,
A on nie szuka szczęścia wcale
I nie od szczęścia w oddal mknie.

Pod nim świetlista wody grzywa,
Nad nim złocisty promień zórz
A on, zuchwały, burzy wzywa,
Jak gdyby spokój był wśród burz....


Sam nie wiem, czemu nakresliłem
Przypadkiem list do pani, bowiem
Dawno przywilej ten straciłem.
Coż ci powiedzieć? Nic nie powiem!
Że cię pamiętam, że tęskniłem?
Lecz o tym wiesz - to dawne dzieje,
Ani to ziębi cię, ani grzeje.

Cóż cię obchodzi, co ja robię,
Gdzie jestem teraz, dokąd ruszę?
Toć nasze dusze obce sobie,
Zresztą, czy są pokrewne dusze?
W karty przeszłości sie wczutyjąc
I po kolei je werując
Nie płonę już minionym żarem,
We wszytsko utraciłem wiarę.
Toć przecież śmieszne oszukiwać
Obłudą serca całe lata;
Cóż za pożytek stąd dla świata
I po co ufnie przywoływać
To, czego nie ma?... Czasu strata!
Czekać na miłość wciąż samotnie?
Dzis czucie mija bezpowrotnie,
Lecz ja pamiętam cię - istotnie,
Dotychczas cię nie zapomniałem!

Więc przede wszystkim z tej przyczyny,
Że długo, długo cię kochałem,
Potem cierpieniem za godziny
Błogości mojej zapłaciłem,
A potem wiele lat w bezpłodnym
Bólu i skrusze przepędziłem
I rozmyślaniem cierpkim chłodnym
Ostatni życia kwiat zabiłem.
Stroniąc od świata i od ludzi,
Młodzieńczych zabaw zanichałem,
Poezji i miłosnych złudzeń -
Ciebie zapomnieć niezdołałem!


Już w dzieciństwie tęsknotę miłości upojną
Zaczynałem poznawać duszą niespokojną:
Na miękkiej snu pościeli w nieprzespane noce,
Gdy pod ikoną słabe światełko migoce,
Wyobraźnią, niejasnym przeczuciem trapiony,
Mój umysł powierzałem wizjom niezwalczonym.
Widziałem twarz kobiecą - jak lód mroźne tchnienie,
I oczy - dotąd w sercu żyje ich spojrzenie;
Od przestępstw, jak sumienie, chroni moją duszę,
Ostatni ślad chłopięcych przewidzeń i wzruszeń.
Pokochałem dziewczynę od życia goręcej,
Tak kochać już nie umiem i nie będę więcej.
A gdy się rozpływało widmo drogocenne,
W samotności rzucałem spojrzenia płomienne
Na żółte ściany, z których - zdawało się - cienie
Do moich stóp schodziły wolno nieskończenie.
I wspomnienia jak cienie przepływały ciemne -
Choc to sny tylko były, a jednak przyjemne.