Już w dzieciństwie tęsknotę miłości upojną
Zaczynałem poznawać duszą niespokojną:
Na miękkiej snu pościeli w nieprzespane noce,
Gdy pod ikoną słabe światełko migoce,
Wyobraźnią, niejasnym przeczuciem trapiony,
Mój umysł powierzałem wizjom niezwalczonym.
Widziałem twarz kobiecą - jak lód mroźne tchnienie,
I oczy - dotąd w sercu żyje ich spojrzenie;
Od przestępstw, jak sumienie, chroni moją duszę,
Ostatni ślad chłopięcych przewidzeń i wzruszeń.
Pokochałem dziewczynę od życia goręcej,
Tak kochać już nie umiem i nie będę więcej.
A gdy się rozpływało widmo drogocenne,
W samotności rzucałem spojrzenia płomienne
Na żółte ściany, z których - zdawało się - cienie
Do moich stóp schodziły wolno nieskończenie.
I wspomnienia jak cienie przepływały ciemne -
Choc to sny tylko były, a jednak przyjemne.
1
Schyl się nade mną, chłopcze urodziwy,
Dotknij mej piersi. Czyżbyś pierwszy raz
Pieścił kobietę? Jakiś ty wstydliwy!
Oto w objęciach upływa nam czas,
A jednak widzę, jak wciąż cię lęk bierze.
Lepiej na sercu niż u stóp mych leżeć,
Niech z twego życia jedną chwilkę mam.
Ja tak cię kocham! Złoto? Co mi tam...
2
Tyś taki śliczny! Wieczorem, bywało,
Czekając w oknie, słyszałam twój krok...
Pamiętasz? Gwiazada srebrzysta, jak anioł
Wśród potępieńców błądzący, przez mrok
Rzucała z wyżyn promienie na ciebie.
Jam była dumna, że mam tylko w niebie
Rywalkę, chociaż na czoło mi padł
Cień ludzkiej wzgardy... czy rację ma świat?
3
Czemuż mnie właśnie hańbą napiętnował?
Czym jest niewinność, gdy wśród ludzkich rzesz
Czci nie utraci ten, kto wstyd zachował!
Niewinnych kobiet wcale nie ma, wierz!
Tylko nie zawsze sposobność się zdarza
I cel pożądań. I juz nie uważa
Miłości swojej kochanka za grzech:
Czy-li jednego kocha, czy-li trzech!
4
Rodziców swoich jam wcale nie znała,
Wychowywana przez staruchę złą,
Nawet urodą sie nie wyróżniałam -
I bez radości młode życie szło.
Ledwiem podrosła, gdy w piętnastym roku
Mężczyzna kupił mnie z losów wyroku.
Łzy i błagania nie zbawiły mnie
I odtąd ginę, ginę dzień za dniem.
5
Lubię swą hańbę - ona mi pozwala
Całować ciebie i na parę chwil
Sprawić, że jesteś od trosk ciężkich z dala.
Tyś moim panem, a więc rozkosz pij!
A gdy mnie nawet udusisz w objęciu -
Umrę spokojnie, błogosławiąc szczęściu,
Że ty, o miły, zadałeś mi śmierć,
Bo gdy sie kocha - wszystko łatwiej znieść.