Sam nie wiem, czemu nakresliłem
Przypadkiem list do pani, bowiem
Dawno przywilej ten straciłem.
Coż ci powiedzieć? Nic nie powiem!
Że cię pamiętam, że tęskniłem?
Lecz o tym wiesz - to dawne dzieje,
Ani to ziębi cię, ani grzeje.
Cóż cię obchodzi, co ja robię,
Gdzie jestem teraz, dokąd ruszę?
Toć nasze dusze obce sobie,
Zresztą, czy są pokrewne dusze?
W karty przeszłości sie wczutyjąc
I po kolei je werując
Nie płonę już minionym żarem,
We wszytsko utraciłem wiarę.
Toć przecież śmieszne oszukiwać
Obłudą serca całe lata;
Cóż za pożytek stąd dla świata
I po co ufnie przywoływać
To, czego nie ma?... Czasu strata!
Czekać na miłość wciąż samotnie?
Dzis czucie mija bezpowrotnie,
Lecz ja pamiętam cię - istotnie,
Dotychczas cię nie zapomniałem!
Więc przede wszystkim z tej przyczyny,
Że długo, długo cię kochałem,
Potem cierpieniem za godziny
Błogości mojej zapłaciłem,
A potem wiele lat w bezpłodnym
Bólu i skrusze przepędziłem
I rozmyślaniem cierpkim chłodnym
Ostatni życia kwiat zabiłem.
Stroniąc od świata i od ludzi,
Młodzieńczych zabaw zanichałem,
Poezji i miłosnych złudzeń -
Ciebie zapomnieć niezdołałem!
Z południa skwar w dolinie Dagestanu
Leżałem z kulą w sercu, zesztywniały.
Z dymiącej jeszcze, niezapiekłej rany
Krwi mojej krople ciurkiem upływały.
Leżałem sam na piasku, śród doliny,
Gromady skał piętrzyły się pod niebo,
Prażyło słońce żółte ich wyżyny
I mnie prażyło, martwym snem śpiącego.
I śniło mi się, że w rodzinnejstronie
Wieczorną porą kielich krąży wkoło,
A dziewy, kwieciem uwieńczywszy skronie,
Mówią tam o mnie śmiejąc sie wesoło.
I tylko jedna siedzi zamyślona,
Nie mówi nic i nic nie odpowiada,
I Bóg wie czemu śród szumnego grona
W sen smutny młoda dusza jej zapada.
I śni sie jej dolina Dagestanu,
Znajomu trup w dolinie tej spoczywa
I krew dymiąca ze szczerniałej rany,
Powoli stygnąc, ciurkiem w piasek spływa.